Przeskocz do treści

Prace ogrodowe – Październik

Nadszedł październik, a wraz z nim kolejne etapy przygotowywania ogrodu przed zimą. W tym miesiącu skupiliśmy się głównie na podwyższonej grządce. Dobrze jest ją założyć w jesieni, aby do wiosny, zamieszczone w niej materie organiczne zdążyły się rozłożyć. Nasza grządka ma 4 metry długości, 65 cm szerokości i 30 cm wysokości. Są to wymiary zewnętrzne. Te wymiary wynikają z miejsca jakim dysponujemy. Mamy wąską przestrzeń od domu do ogrodzenia. Wzdłuż ogrodzenia posadziliśmy krzewy owocowe, a z kolei wzdłuż domu jest odwodnienie. Musieliśmy też zostawić miejsce na przejście i  w konsekwencji zostało nam około 70cm szerokości na grządkę. 4 metry, to odległość od barierki do końca domu. Postanowiliśmy nie dzielić grządki na mniejsze, żeby jak najlepiej wykorzystać przestrzeń.

Jak zrobić grządkę podwyższoną?

 

My swoją grządkę zaczęliśmy od wykopania dziury na głębokość około 20cm, szerokość 70cm i długość 4,20m. Ta czynność podyktowana była nierównym terenem, oraz tym, że ziemia w naszym ogrodzie zawiera mnóstwo gruzu i kamieni.

Na spód położyliśmy geowłókninę, by spowolnić proces odprowadzania wody. Zasypaliśmy cienka warstwą ziemi i podwinęliśmy.

Na to położyliśmy siatkę o szerokości oczek 1,5cm x 1,5cm, by uchronić nasze przyszłe warzywa przed nornicami 😉

Siatkę przysypaliśmy kolejną warstwą ziemi.

Następnie zasypaliśmy ściętym papierem i wyłożyliśmy kartonami.

Na to wysypaliśmy cienką warstwę ziemi. To wszystko obficie podlaliśmy.

Na tak przygotowane podłoże mąż położył ramę grządki. I zaczęło się wypełnianie. Na tak potężną grządkę, potrzeba duuuużo materii organicznej. Mieliśmy sporo opadłych liści i gałązek, ale niewiele mokrej materii typu trawa czy odpady kuchenne. Musieliśmy trochę pokombinować, by coś zorganizować. W pierwszej kolejności  wysypaliśmy spód grządki ziemią a następnie gałązkami. Niektóre były już w dość mocno zaawansowanej fazie rozkładu. Na gałązki poszły świeżo zebrane liście z drzew, które mamy w ogrodzie.

 

Potem poszłam skosić trawę. Ostatni raz w tym roku. Na trawie było sporo liści. Nie zbieramy ich, by rozkładając użyźniały glebę. Koszenie spowodowało, że liście się rozdrobniły i mimo założonego koszyka, porozrzucane zostały po trawniku.

Świeżą trawkę, resztki z odpadów kuchennych (organicznych) wrzuciliśmy na grządkę.

W zasadzie zostały nam już tylko liście i gałęzie. Nie mogliśmy tylko nimi wypełnić reszty grządki, gdyż podłoże było by wtedy zbyt kwaśne. Potrzebowaliśmy koniecznie świeżej materii organicznej. Postanowiliśmy nieco przysypać zawartość grządki ziemią, a następnie obrabowaliśmy jeden z naszych kompostowników. I tak mieliśmy w planie przenieść go w bardziej zacienione miejsce, zyskując tym samym miejsce na kolejną grządkę. Na ziemię wysypaliśmy kolejną warstwę liści i rozdrobnionych gałązek, na to ziemię z donic po uprawie warzyw. To przykryliśmy zawartością kompostownika.

 

Kompostownik był w miarę "młody" dlatego materia nie zdążyła się jeszcze rozłożyć. Co nas ucieszyło, to widok dżdżowniczki na spodzie kompostownika. Jest ich w naszym ogrodzie niewiele, dlatego takie widoki nas cieszą. Liczymy, że rozłożone kartony i materia je do nas ściągną 😉  Pod spodem umieszczę zdjęcie materii już przerobionej przed dżdżownice kalifornijskie z mojego najstarszego kompostownika. Jest to tak zwany biohumus. Nim wysypałam wierzchnią warstwę grządki. Obsypałam też skorupkami z jajek, by dostarczyć grządce cenne wapno, które pomoże trochę odkwasić podłoże.

 

Jak widać, nieco ponad połowę kompostownika mamy zapełnioną. Trzeba jednak pamiętać, że przez zimę materia się rozłoży, przez co jeszcze osiądzie. Nazrywaliśmy pokrzywy, odcinając łodygi na wysokości 5cm, by nie naruszać korzeni. Są one przydatne, dlatego szkoda byłoby je uszkodzić. Pokrzywa to doskonały materiał do naszej grządki. Rozkładające się gałązki i liście zużywać będą azot, który zapewni im pokrzywa. Z powalonego, mocno rozłożonego drzewa zebraliśmy część próchnicy. Łatwo można było odrywać jego kawałki, które następnie bez wysiłku pokruszyliśmy nad grządką. Wszystko obficie podlaliśmy i przykryliśmy liśćmi, by spowolnić odparowywanie wody.

Podsumowanie:

Do naszego kompostownika wykorzystaliśmy świeżo zebrane, opadłe liście. Gałązki ścięte na wiosnę, oraz liście i gałęzie, które składowane były w jednym, zacienionym miejscu, gdzie się rozkładały. Świeżą materię organiczną z naszej kuchni. Świeżo skoszoną trawę, pokrzywy, oraz materię z kilkumiesięcznego kompostownika. Ziemię z naszego ogrodu, oraz te z donic w których rosły warzywa. Biohumus.  Spód grządki wyścieliliśmy kartonami i ściętym drobno papierem z niszczarki. By zapewnić wolniejsze odprowadzanie wody, wykopany dół wyłożyliśmy geowłókniną, przysypaliśmy ziemią i przykryliśmy siatką.

Przyznam, że włożyliśmy w to masę pracy. I to jeszcze nie koniec. Mam jednak nadzieję, że było warto. Przekonamy się jednak o tym dopiero w przyszłym roku, podczas wysadzania roślin. Prócz grządki, mąż zbił skrzynki na pomidory. Wypełniliśmy je tą samą materią. Ponieważ skrzynki są obok grządki, wzdłuż niej posadziliśmy czosnek, który odstraszy szkodniki takie jak mszyce czy myszy. Polecam Wam obejrzeć film o podobnym do mojego sposobie tworzenia grządki: https://www.youtube.com/watch?v=R3SasLTFa8w

Kolejną czynnością jaką wykonaliśmy w październiku było utworzenie dwóch nowych kompostowników. Jeden zupełnie nowy, drugi to ten, którego zawartość wykorzystaliśmy do grządki. Spód obu kompostowników wyłożyłam kartonem, wypełniłam gałązkami i liśćmi, niewielką ilością ziemi z ogródka, oraz odpadów z kuchni. To wszystko obficie podlałam. Następnie przykryłam liśćmi, aby zatrzymać w nim wilgoć. A efekt tego jeszcze przed dołożeniem liści przedstawia zdjęcie poniżej.

To by było na tyle naszych prac ogrodowych w październiku. Zachęcam Was do tworzenia kompostownika z tego czym dysponujecie. Grządki, zwłaszcza tak duże wymagają sporo pracy. Szczególnie wtedy, gdy nie wypełniacie go sklepową ziemią ogrodową, a wykazujecie się kreatywnością i w sumie też oszczędnością. Ma to swoje zalety. Materia, która jest grubsza będzie się dłużej rozkładać, przez co dłużej uwalnia substancję odżywcze. Dzięki temu grządka nie będzie wymagała nawożenia. Proszę Was o podzielenie się ze mną swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami. Pozdrawiam 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *