Przeskocz do treści

Pachnące, wieloletnie rośliny doniczkowe

 

W poprzednim poście pisałam o pachnących, wieloletnich roślinach ogrodowych. Kolejną inspirującą mnie grupą roślin są rośliny doniczkowe, które jak sam tytuł tego artykułu sugeruje, są pachnące i wieloletnie.  Spełniają zatem oba kryteria, które spełniały opisywane przeze mnie wcześniej rośliny ogrodowe z mojego ogródka.

"Przerobiłam" wiele okazów, nim wybrałam te jedyne, w których się zakochałam. Zanim o nich, wymienię te, z którymi się nie udało mi się dogadać.

Pierwszą rośliną był Jaśmin wielokwiatowy (Jasminum Polyanthum )  o pięknych, drobnych, ciemnych listkach. Kwiaty w kształcie gwiazdkowatym, o białej barwie, pięknie kontrastowały z listkami. Ich intensywny zapach roznosił się po całym pokoju. Przypadł mi do gustu, niemniej jednak mimo moich starań i stosowania się do zaleceń dość szybko padł.

Kolejną roślinką była Gardenia jaśminowata  ( Gardenia jasminoides). Ten zimozielony krzew zachwycił mnie swoimi błyszczącymi listkami i pięknie pachnącymi biało-kremowymi kwiatami. Zakochałam się, ale niestety bez wzajemności. Gardenia to bardzo trudna w uprawie roślina. Chylę czoła przed tymi, którym udało się okiełznać te roślinę. Moja nie rozwinęła nawet nowych pąków. W oczach gubiła listki i mimo moich prób reanimacji odeszła do krainy wiecznych kwitnień, Kto wie, być może kiedyś spróbuje ponownie. Od tego czasu nabrałam większego doświadczenia w pielęgnacji roślin doniczkowych, dlatego mam większe szanse na powodzenie. Zobaczymy.

Przechodzimy do następnej rośliny. Ktoś by powiedział "mądry Polak po szkodzie", nic bardziej mylnego. Z  jednej trudnej w uprawie rośliny przerzuciłam się na drugą. Tym razem był to Stefanotis bukietowy (Stephanotis floribunda) . Ten to mi przypadł do gustu. Spore, ciemnozielone, skórzaste liście cieszyły moje oko. Kwiatów się niestety nie doczekałam, zatem ich wyglądu i zapachu nie opiszę. Stefek, bo tak go nazywałam (oczywiście jak mąż nie słyszał, co by zazdrosny nie był 😉 ), był ze mną parę miesięcy. Potem zmieniłam miejsce zamieszkania i Stefek się obraził. Liście zaczęły żółknąć, potem odpadać, a potem zostały same łyse badyle. Być może przetrwał by ten czas, bo już zaczął wypuszczać nowe listki, gdyby nie fakt, że nim zdecydowałam się na ostateczne ustawienie mebli w moim nowym mieszkaniu, zdążył poznać kilka jego kątów. Stefanotis nie znosi przestawiania!!! I tak skończyła się miłość ze Stefanem.

Mniej więcej w tym samym czasie, w którym kupiłam Stefanotis, skusiłam się również na Murraya paniculata. Była to malutka roślinka, o drobnych, błyszczących listkach. Trudno powiedzieć co było powodem jej szybkiego uschnięcia. Padła w kilka dni. Być może nie podczas przesyłki doszło do jej uszkodzenia, a być może nie potrafiła się przystosować do domowych warunków, tego już się nie dowiem.

Ostatnią rośliną, którą teraz opiszę, a w zasadzie grupę roślin, będą Hoje. Kupione w tym samym czasie co Murraya są ze mną do dziś. Zaczęło się od najbardziej popularnej Hoi carnosy. Jest ona łatwa w uprawie, o mięsistych, zielonych liściach, nakrapianych srebrnymi plamkami. W zależności od nasilenia słonecznego liście może mieć jasno lub ciemnozielone. Czym bardziej słoneczne miejsce tym liście są jaśniejsze, ale i też zwiększa się szansa, że zakwitnie. A kwitnie pięknie. Z jednego pędu kwiatowego wypuszcza kilka, kilkanaście różowo-białych kwiatów, o słodkim jak dla mnie miodowym zapachu. Zapach ten najbardziej intensywny jest wieczorem. Na kwiatach pojawia się słodki nektar. Powiem Wam, że wpadłam po uszy. Obecnie mam ich około 100 rożnych odmian. I boję się co będzie, kiedy zaczną się rozrastać 😉 . Szczególnie przypadły mi do gustu lacunosy i krohniane. Ponieważ hoya krohniana została wyodrębniona z grupy hoi lacunosy , mają one pewne wspólne cechy. Mają drobne listki i również drobne, kremowe kwiaty, tworzące piękne półbaldachy, o intensywnym, słodkim zapachu. Hoya krohniana ma charakterystyczne listki o serduszkowym kształcie. W zależności od odmian, hoya lacunosa i hoya krohniana mają liście w zielonym, czerwonym lub prawie czarnym kolorze, są również takie o mocnym wysrebrzeniu. Kwiaty również różnią się u nich w zależności od odmiany, zarówno kolorem jak i wielkością.

Hojom poświęcę odrębny wątek, choć pewnie na jednym się nie skończy, gdyż jest to temat rzeka. Biorąc pod uwagę fakt, że jest ich ponad 150 gatunków i około 1.000 taksonów, jest o czym pisać.

Na samym końcu podzielę się zdjęciami moich kwitnących hoj.

 

 

Moi drodzy, zdjęcia są mojego autorstwa. Jeżeli chcesz posługiwać się nimi, poinformuj mnie o tym i koniecznie umieść adres do mojej strony bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *